Mój narzeczony Yao był ciemnoskórym mężczyzną z Togo. Jego kolor skóry, choć dla wielu stanowiłby barierę, nie robił na mnie żadnego wrażenia. Był dla mnie kimś wyjątkowym, jego pochodzenie nie miało znaczenia.
Miał w sobie coś, co przyciągało mnie od samego początku. Choć pochodził z zupełnie innej kultury i wierzył w duchy przodków, nie przeszkadzało mi to. Czułam, że znalazłam kogoś, z kim chciałabym spędzić resztę życia.
Spotkanie na uczelni
Było to jedno z tych nieoczekiwanych spotkań, które zmieniają życie. Szedł korytarzem uczelni, gdy nagle w coś uderzyłam, a moje książki i kartki rozsypały się na podłodze. Podniosłam wzrok, a przede mną stał zakłopotany chłopak o ciemnej karnacji.
Z jego twarzy emanowało szczere przepraszanie, ale mimo jego wpadki, od razu poczułam, że coś mnie do niego przyciąga. Po chwili rozmowy zaprosił mnie na kawę do wydziałowej kawiarenki. I choć nie mówił idealnie po polsku, sprawiał, że nie mogłam przestać się uśmiechać.
Początek naszej znajomości
Z czasem okazało się, że Yao pochodzi z Togo – małego kraju w zachodniej Afryce. Opowiadał mi o swojej ojczyźnie z pasją, snując plany na przyszłość. Marzył o domu nad oceanem, gdzie posadzi drzewko pomarańczowe.
Jego wizja Togo wciągnęła mnie tak bardzo, że zaczęłam wyobrażać sobie nasze życie tam. Zakochałam się nie tylko w nim, ale i w tej odległej, egzotycznej ziemi. Po roku znajomości wzięliśmy ślub. Zamieszkaliśmy w małym pokoju w akademiku, ale nie przeszkadzało mi to. Wspólne życie dawało mi poczucie szczęścia.
Decyzja o wyjeździe
Yao często mówił, że po studiach wróci do Togo i założy tam rodzinę. Jego pasja do ojczyzny była zaraźliwa. Zaczęłam rozważać, co oznaczałby taki wyjazd dla mnie. Z jednej strony bałam się obcej kultury, trudnego klimatu, chorób, a z drugiej – pragnęłam być z nim.
Nasze rozmowy stawały się coraz bardziej poważne, a jego marzenia o życiu nad oceanem wciąż mi towarzyszyły. Kiedy w Polsce zaczęliśmy spotykać się z nieprzyjemnymi uwagami ze strony niektórych osób o jego ciemnym kolorze skóry, zaczęłam myśleć, że wyjazd do Togo może być sposobem na nowy początek.
Przyjazd do Togo
Wreszcie, po trzech miesiącach, wyjechaliśmy do Togo. Po lądowaniu od razu poczułam drastyczną zmianę – powietrze było gorące, ciężkie do oddychania. Lotnisko w Lome było pełne ludzi, a bliscy Yao przywitali mnie serdecznie.
Zaskoczył mnie widok ich domu – był on otoczony wysokim murem, z kratami w oknach. Yao wyjaśnił mi, że to standard w Togo, gdzie nie brakuje włamań. „Złodzieje nie śpią” – mówił. Mimo że starałam się to zaakceptować, miałam wrażenie, że to miejsce, które miałam na wyobraźni, jest zupełnie inne.
Trudności życia w Togo
Poczułam się przytłoczona – klimat, warunki życia, upały, które sprawiały, że nie mogłam się zrelaksować. Skorpiony chodziły po ścianach, a woda w kranie była rzadkością. Każda noc była pełna niepokoju.
Yao codziennie pracował jako wolontariusz w szpitalu, ale ja, mimo że byłam z nim, czułam się obca. Brakowało mi stabilności, poczucia bezpieczeństwa. Co więcej, każda próba wyjścia na ulicę kończyła się krzykami dzieci: „Yovo!” – co oznaczało „biały”. To było jak znak, że nie należę do tej ziemi.
Decyzja o powrocie
Po pewnym czasie zaczęłam myśleć, że nie dam rady. Kiedy w domu zalęgły się termity, podjęłam ostateczną decyzję. Muszę wrócić do Polski. Yao prosił mnie, bym została, tłumacząc, że nasza obecność jest tu potrzebna.
Choć kochałam go, nie mogłam pozbyć się poczucia, że nie pasuję do tego miejsca. Zresztą, Yao był bardziej zaangażowany w pomoc innym niż w dbanie o mnie. Więc, mimo że serce mi pękało, postanowiłam wrócić.
Pożegnanie z Togo
W dniu, kiedy opuściłam Togo, Yao wyglądał na zrozpaczonego, ale nie potrafił mnie zatrzymać. W moim sercu tliła się jeszcze nadzieja, że może wróci ze mną. Ale on nie wyjechał. W samolocie, wracając do Polski, zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam.
Pożegnanie z Yao było dla mnie trudne, a jeszcze trudniejsze było pożegnanie z jego rodziną. Na lotnisku w Niemczech, gdzie zatrzymałam się na chwilę przed dalszą podróżą do Polski, poczułam ulgę, ale też smutek.
Życie w Polsce po powrocie
Pierwsze dni w Polsce były dziwne. Tęskniłam za Yao i za Togo, ale szybko musiałam zacząć przystosowywać się do życia w Europie. Po jakimś czasie odkryłam, że jestem w ciąży. Zrobiłam test i dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka.
Yao natychmiast wysłał mi SMS-a z gratulacjami, pisząc, że duchy przodków pomogły nam stworzyć życie. Ale ja, choć byłam w ciąży, czułam się coraz bardziej oddzielona od męża. Jego wiadomości stały się mniej częste, a atmosfera w naszej relacji zmieniła się.
Oczekiwanie na dziecko
Ciąża nie była łatwa. Moje zdrowie pogarszało się, a napięcie między mną a Yao rosło. Czułam, że im większy stawał się mój brzuch, tym bardziej oddalałam się od niego. Nasze rozmowy stawały się coraz mniej ciepłe, a dwie tygodnie przed porodem Yao przestał się do mnie odzywać. To był trudny czas, pełen rozterek i wątpliwości.
Kiedy Melissa przyszła na świat, wszystko się zmieniło. Była zdrowa i czarna jak ojciec, ale to nie przeszkadzało mi kochać jej. Wiedziałam, że życie z ciemnoskórnym dzieckiem w Polsce będzie pełne wyzwań, ale postanowiłam się nie poddawać.
I wtedy, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, Yao przyjechał do Polski. Zaskoczenie było jeszcze większe, kiedy zobaczyłam, że to on stoi w drzwiach mojego domu. „Ma choute, moja malutka” – powiedział, bierząc Melissę na ręce.
Nowa nadzieja
Yao wyjaśnił, że przyjechał, bo tęsknił za nami. Zdecydował, że zostanie w Polsce. „A twój dom nad oceanem?” – zapytałam. Odpowiedział mi, że nie potrzebuje już tego domu, bo jego serce jest teraz tutaj, z nami.
Mimo że nie było już ciepłych palm, w jego oczach widziałam ten sam ogień, który rozgrzewał mnie, gdy po raz pierwszy go poznałam. „Zasadzę pomarańcze w doniczce” – powiedział, uśmiechając się do mnie. Wiedziałam, że znowu zaczniemy razem budować życie.