Mariusz dawał mi to, czego brakowało mi w moim małżeństwie. Był czuły, pełen uwagi i zawsze gotowy do działania. Kiedy Piotr, mój mąż, skupiał się na swojej karierze i nauce, Mariusz oferował mi coś, czego bardzo pragnęłam – bliskość i emocjonalne wsparcie.
Organizował romantyczne randki, obdarowywał mnie komplementami i prezentami, sprawiając, że czułam się doceniana i kochana. To, co zaczęło się jako niewinne spotkanie, szybko przerodziło się w coś znacznie bardziej intensywnego. Niestety, wszystko zmieniło się po jednej wizyty u ginekologa, która przewróciła moje życie do góry nogami.
Samotność w małżeństwie
Był to kolejny samotny wieczór, kiedy próbowałam przeczytać książkę. Choć kartki przewracały się w moich rękach, moje myśli były gdzie indziej. Mój mąż, Piotr, był w pokoju obok, przygotowywał się do zajęć na uczelni, a ja nie chciałam go niepokoić. Wiedziałam, że jego praca była dla niego najważniejsza, ale ja zaczynałam czuć się jak powietrze, które nie istnieje w jego świecie.
Były chwile, kiedy próbowałam przełamać ten dystans. „Może wyjdźmy razem do kina? Może na spacer?”, mówiłam, licząc na jakąkolwiek odpowiedź. Jednak Piotr zawsze miał wymówkę. „Przepraszam, muszę skończyć ten rozdział”, mówił, szeleszcząc kartkami. Kiedyś było inaczej – potrafiliśmy spędzać długie godziny razem, rozmawiając o wszystkim. Z biegiem czasu jego ambicje zawodowe stały się jednak priorytetem, a nasze małżeństwo zaczynało się rozpadać.
Ambicja Piotra a nasze małżeństwo
Piotr był asystentem na uczelni, zawsze dążącym do osiągnięcia jak najwyższych wyników w swojej karierze. Po godzinach pracy spędzał czas w czytelni, a wieczorami zamykał się w swoim gabinecie, pisząc swoją pracę doktorską. Zrozumiałam, że jego pasja do nauki była dla niego wszystkim, ale zaczęło mnie to boleć.
Kiedyś, przed tym całym stresem i ambicjami, potrafiliśmy rozmawiać przez całą noc, chodziliśmy razem do kina, wyjeżdżaliśmy na wycieczki rowerowe. Czułam wtedy, że jesteśmy jednością. Ale teraz, każdy dzień wydawał się być pusty i przepełniony milczeniem. Moje prośby nie miały żadnego wpływu. Dla Piotra najważniejsza była kariera, a ja stawałam się coraz bardziej niewidoczna w jego świecie.
Pojawienie się Mariusza
Na przyjęciu imieninowym u mojej przyjaciółki poznałam Mariusza. Był inny niż Piotr – pełen życia, z wieloma pasjami i gotów poświęcić czas, by po prostu porozmawiać. Zaczęliśmy się spotykać coraz częściej. To nie było planowane, ale potrzebowałam męskiego zainteresowania, czułości i uwagi, których zabrakło mi w małżeństwie.
Nie zamierzałam angażować się w romans, ale z biegiem czasu zaczęłam dostrzegać, że czuję coś więcej. Mariusz stał się moim powiewem świeżości. Zaczął organizować romantyczne randki, komplementował mnie, kupował prezenty. Seks z nim był zupełnie inny – pełen pasji i emocji, których tak bardzo brakowało mi u Piotra. Wkrótce odkryłam, że się w nim zakochałam.
Nieoczekiwana diagnoza
To miała być zwykła wizyta kontrolna u ginekologa. Chciałam tylko przepisać receptę na pigułki, ponieważ w końcu zaczęłam regularnie uprawiać seks. Piotr unikał zbliżeń, zawsze tłumacząc się zmęczeniem po pracy. „Może to tylko rutynowe badanie”, myślałam, ale lekarz podczas cytologii wykrył niepokojące zmiany w moich komórkach.
„Trzeba będzie zrobić dodatkowe badania, wypiszę skierowanie do szpitala” – usłyszałam. Serce mi zamarło, ale nie spodziewałam się, że wynik będzie tak dramatyczny. Zdiagnozowano u mnie raka szyjki macicy. Czułam, że świat się wali. To była chwila, która zmieniła moje życie na zawsze.
Wsparcie Piotra i brak Mariusza
Załamana, opowiedziałam o wszystkim Mariuszowi, licząc na jego wsparcie. „Ojej, tak mi przykro. Jakoś to będzie”, powiedział, ale nie poczułam żadnej empatii w jego głosie. „Może lepiej odwiozę cię do domu?”, zaproponował, wydając się bardziej przejętym, by jak najszybciej się ze mną rozstać. W chwilach kryzysowych zrozumiałam, że Mariusz nie był tym, kim się wydawał. W tej trudnej sytuacji okazało się, że nie ma w nim tej siły, której potrzebowałam.
To Piotr, choć nie miał pojęcia, jak się czułam, był obok mnie. Gdy opowiedziałam mu o diagnozie, nie krył łez. „Musisz wyzdrowieć. Bez ciebie moje życie nie miałoby sensu. Znajdziemy najlepszych lekarzy” – powiedział, mocno mnie przytulając. Był dla mnie oparciem, mimo że wcześniej nasze życie razem stawało się coraz bardziej odległe.
Codzienna walka i tęsknota za Mariuszem
Piotr bardzo się mną opiekował, a ja coraz bardziej tęskniłam za Mariuszem. Miałam nadzieję, że odwiedzi mnie w szpitalu, że będzie przy mnie, ale nie odbierał moich telefonów. Kiedy w końcu udało mi się do niego dodzwonić, powiedział, że jest zawalony pracą. Wtedy poczułam się jeszcze bardziej samotna. Rokowania były dobre, ale po operacji dowiedziałam się, że nie będę mogła mieć dzieci.
Chemoterapia była dla mnie brutalna – osłabiła mnie fizycznie, a straty emocjonalne były jeszcze większe. Czułam się opuszczona przez Mariusza, który zniknął z mojego życia, kiedy najbardziej go potrzebowałam. Zamiast niego, przy moim łóżku pojawił się Piotr. Zamiast czułości, którą oczekiwałam, wybuchałam złością. „Idź sobie, zajmij się swoim doktoratem”, krzyczałam. „Zdecydowałem się zawiesić mój przewód doktorski. Najważniejsza teraz jesteś ty i twoje zdrowie”, odpowiedział spokojnie Piotr.
Zmiana priorytetów
Z każdym dniem, który spędzałam w szpitalu, Piotr stawał się coraz bardziej czuły i cierpliwy. Wspierał mnie jak nigdy wcześniej. Czułam, jak jego obecność staje się dla mnie coraz bardziej niezbędna. Kiedy Mariusz odwiedził mnie tylko raz, po tym, jak nagrałam mu się na pocztę głosową z błaganiem, by mnie odwiedził, widziałam, jak bardzo jest zakłopotany. „Nie umiem rozmawiać z chorymi.
Nienawidzę szpitali”, powiedział. Wtedy wszystko stało się jasne. Mariusz był tylko przy mnie, gdy byłam zdrowa, piękna i pełna życia. Gdy zachorowałam, opuścił mnie. To był koniec. Choć to był bolesny moment, poczułam ogromną ulgę, gdy Piotr wszedł do pokoju. „Masz gorszy dzień? Boli cię coś?” – zapytał ze strachem w głosie. W jego słowach i dotyku poczułam prawdziwą miłość.
Ostateczne odkrycie
Zrozumiałam, że Piotr jest moją prawdziwą miłością. Kiedy lekarz powiedział mi, że nie ma już śladów nowotworu w moim organizmie, oboje z Piotrem płakaliśmy ze szczęścia. „Tak się o ciebie bałem, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie”, powiedział. W tej chwili poczułam, jak bardzo go kocham i jak wiele dla mnie znaczy.
Po roku, kiedy moje zdrowie wróciło do normy, wiedziałam już na pewno, że to Piotr jest moim prawdziwym mężczyzną. W trudnych chwilach to on okazał mi prawdziwą miłość. Nie zasługiwałam na niego, ale on mimo wszystko był obok mnie, trzymając mnie za rękę. Dziś jestem zdrowa i szczęśliwa, świadoma, jak ważne jest mieć obok siebie prawdziwą osobę, która kocha cię bezwarunkowo.