w

Teściowa woli oglądać bzdury zamiast zająć się wnukami jak prawdziwa babcia. Leniwy babsztyl!

Miałam nadzieję, że ten czwartek będzie inny. Od tygodnia planowałam, że skoro mam tyle spraw na głowie – od lekarza, przez urząd, aż po zaległe zakupy – to teściowa w końcu poczuje się do roli i choć raz pomoże mi przy dzieciach. W końcu to jej jedyne wnuki, krew z krwi, prawda? Wydawało mi się logiczne, że skoro baba siedzi na emeryturze i nie ma nic konstruktywnego do roboty, to wręcz powinna palić się do pomocy.

Zaparkowałam pod jej blokiem, wyciągnęłam maluchy z fotelików i z optymizmem weszłam na klatkę. Myślałam, że zastanę dom pachnący ciastem albo przynajmniej babcię zwartą i gotową do zabawy. Niestety, już po otwarciu drzwi zrozumiałam, że moja wizja „prawdziwej babci” ma się nijak do tego, co prezentuje sobą matka Jarka.

Obraz nędzy i rozpaczy w progu mieszkania matki Jarka

Kiedy tylko przekroczyłam próg, poczułam zapach stęchłego powietrza i zasiedzenia. Rzuciłam okiem na nią i jej mieszkanko… i aż mną wzdrygnęło. W sypialni łóżko rozwalone, kołdra zwinięta w kłębek, jakby przeszło tamtędy tornado. Na sofie w salonie leżał koc i pilot do telewizora – to centrum dowodzenia jej wszechświatem.

Matka Jarka miała na sobie jeszcze koszulę do spania, mimo że była już dość późno, a na stole walały się skorupki jajka, tak jakby właśnie zjadła śniadanie. Zero wstydu, zero skrępowania. Stała tam, mrużąc oczy od światła z przedpokoju, i patrzyła na nas, jakbyśmy byli kontrolą z urzędu skarbowego, a nie najbliższą rodziną.

Telewizyjna hipnoza ważniejsza niż własna krew

Nie zdążyłam nawet odstawić torby z pieluchami, a ona już zaczęła zerkać w stronę włączonego telewizora. Tam oczywiście leciały jakieś bzdury – kolejny odcinek tureckiego tasiemca albo telezakupy, które chłonęła z otwartą buzią. Próbowałam zagaić, że dzieci stęsknione, że może by tak na spacer, ale ona tylko mruknęła coś pod nosem i ciężko opadła na tę swoją wysłużoną sofę.

Serio, wolała gapić się w migający ekran i śledzić losy wymyślonych bohaterów, niż zapytać, co u jej własnego syna czy wnuków. To nie jest babcia, to jest leniwy babsztyl, który uważa, że emerytura to licencja na totalne nicnierobienie i gnicie przed odbiornikiem.

Gdzie się podziały babcie z powołaniem, które kiedyś znałam?

Patrzyłam na nią z narastającą furią i przypominałam sobie moją własną babcię. Tamta kobieta to był wulkan energii. Zawsze w fartuchu, zawsze z czymś do jedzenia, zawsze gotowa opowiadać bajki albo iść na plac zabaw, choćby ją nogi bolały. To był ten etos „prawdziwej babci”, który nosiłam w sercu. A tutaj? Tutaj mam kobietę, która jedyny wysiłek wkłada w przełączanie kanałów.

Jak można być tak pozbawionym instynktu? Przecież te dzieci rosną tak szybko, a ona traci każdą chwilę, wybierając towarzystwo prezentera z telewizji śniadaniowej. Dla niej wnuki to nie radość, tylko „hałas” i „zamieszanie”, które przerywa jej święty spokój w rozmemłanej koszuli nocnej.

Brak elementarnej higieny i bałagan, który woła o pomstę do nieba

Ten widok skorupek na stole i niezasłanego łóżka o wpół do dwunastej w południe to dla mnie szczyt wszystkiego. Ja rozumiem, że człowiek ma prawo odpocząć, ale bez przesady! Dom teściowej wygląda, jakby czas się w nim zatrzymał w najgorszym możliwym momencie. Kurz na półkach gruby na centymetr, w kuchni stos niepozmywanych naczyń, a ona siedzi i ogląda te głupoty.

Jak ja mam jej zostawić dzieci w takich warunkach? Bałabym się, że mały znajdzie pod sofą jakiś stary okruch albo co gorsza – pilot stanie się jego jedyną zabawką. Ona nawet nie udaje, że chce to ogarnąć. Wygląda na to, że lenistwo weszło jej w krew tak głęboko, że już nawet nie zauważa tego syfu wokół siebie.

Mój mąż i jego wieczne usprawiedliwianie „zmęczonej życiem” matki

Kiedy wracam do domu i opowiadam Jarkowi, co zastałam u jego matki, on tylko wzdycha i mówi: „Daj spokój, mamo należy się odpoczynek, napracowała się w życiu”. No myślałby kto! Napracowała się? Przecież od dziesięciu lat jest na emeryturze! Jarek kompletnie nie widzi, że jego matka po prostu skapcaniała. On widzi „zmęczoną starszą panią”, ja widzę leniwą babę, której po prostu nie chce się tyłka ruszyć, żeby pomóc własnym dzieciom.

Przez to jego pobłażanie ona czuje się całkowicie rozgrzeszona. Może leżeć w tej koszuli do wieczora i mieć wszystko gdzieś, bo synuś i tak przywiezie jej zakupy w sobotę i powie, że jest „dzielna”. A ja zostaję ze wszystkim sama, kipię ze złości i patrzę, jak moje dzieci tracą szansę na normalną relację z babcią.

Wycieczka na spacer, która okazała się misją niemożliwą

Próbowałam ją kiedyś zmotywować. Powiedziałam: „Mamo, proszę, ubierz się, pójdziemy wszyscy do parku, dzieci się wybiegają, mama zaczerpnie świeżego powietrza”. Reakcja? „Ojej, a wiesz, że mnie coś w boku kłuje?” albo „Zaraz będzie powtórka mojego programu, muszę obejrzeć, bo nie wiem, co się stało z Esmeraldą”. No ręce opadają!

Świeże powietrze i własne wnuki przegrywają z powtórką serialu, który widziała już pewnie z pięć razy. To jest ten moment, kiedy odechciewa się jakiejkolwiek dyplomacji. Chciałoby się jej te kable od telewizora po prostu przeciąć, żeby w końcu zauważyła, że wokół niej toczy się prawdziwe życie, a nie jakaś kiepska telenowela.

Egoizm w czystej postaci pod płaszczykiem emerytury

Moja teściowa uważa, że skoro wychowała Jarka, to swój limit wysiłku wyczerpała na całe stulecie. Teraz żąda obsługi, spokoju i braku jakichkolwiek roszczeń. To czysty egoizm. Prawdziwa babcia chce uczestniczyć w życiu rodziny, chce przekazać wnukom jakieś wartości, a nie tylko narzekać na bóle w kościach, które dziwnie mijają, gdy trzeba iść do sąsiadki na plotki.

Boli mnie to, że ona marnuje ten czas. Siedzi w tym swoim rozgardiaszu, pożerając wzrokiem ekran, a moje dzieci widzą w niej tylko kogoś, kto ciągle „odpoczywa” i ucisza ich, bo „telewizor gra”. To jest smutne i strasznie niesprawiedliwe wobec mnie, bo ja padam na twarz, a ona ma wszystko w nosie.

Koniec z proszeniem się o łaskę leniwego babsztyla

Po tej ostatniej wizycie obiecałam sobie jedno: koniec z próbami angażowania jej w cokolwiek. Jeśli ona woli leżeć i oglądać bzdury w brudnym mieszkaniu, to proszę bardzo. Nie będę już prosić o pomoc, nie będę sugerować spacerów. Skoro wybrała pilota do telewizora zamiast rączek własnych wnuków, to niech tak zostanie. Tylko niech potem nie płacze, że dzieci jej nie znają i nie chcą do niej przychodzić.

Prawdziwą babcią się bywa z wyboru i serca, a nie z samego faktu bycia matką ojca. Ja swoją lekcję odebrałam – widok tego rozwalonego łóżka i skorupek jajek na stole zostanie mi w pamięci jako symbol jej totalnego upadku. Od dziś radzę sobie sama, bo na matkę Jarka liczyć to tak, jakby prosić o deszcz na pustyni. Wolę być zmęczona, ale wiedzieć, że moje dzieci nie patrzą na taki przykład lenistwa i marazmu.