Lubię liczby. Zawsze miałam do nich głowę, choć życie rzadko układało się w proste równanie. W świecie, gdzie wszyscy mamią cię słówkami i obietnicami bez pokrycia, cyfry są jedyną rzeczą, na której można polegać. One się nie zmieniają pod wpływem nastroju czy pogody. Widzicie, w mojej prywatnej skali oceny mężczyzn, rzadko który dobijał do satysfakcjonującego wyniku.
Przez lata obserwowałam ten nasz lokalny „rynek matrymonialny” i wyciągałam wnioski. Może to brzmi chłodno, ale po sześćdziesiątce człowiek nie ma już czasu na sentymentalne bzdury i uganianie się za mrzonkami. Teraz, kiedy w końcu mam czas tylko dla siebie, patrzę na te wszystkie cyferki kręcące się po świecie i czuję, że moja osobista statystyka dopiero zaczyna nabierać rumieńców.
Wspomnienie o mężu numer dwa, czyli lekcja o uduchowionym leniu
Mój mąż numer dwa był, delikatnie mówiąc, pomyłką statystyczną. W skali od jeden do dziesięć? Mocne dwa, i to tylko za to, że potrafił ładnie cytować poetów, kiedy chciał wyprosić kolejną stówkę na „rozwój osobisty”. To był uduchowiony leń. Łachudra. Człowiek, który twierdził, że praca przyziemna zabija jego duszę, więc przez dekadę to ja byłam tą, która karmiła i jego duszę, i jego całkiem przyziemny żołądek.
Patrzyłam, jak marnuje moje najlepsze lata na kanapie, rozprawiając o energii wszechświata, podczas gdy ja goniłam na dwa etaty. To była bolesna lekcja, która nauczyła mnie jednego: nigdy więcej nie dam się nabrać na „piękne wnętrze”, za którym stoi pusta kieszeń i kompletny brak życiowej zaradności.
Emerytura to nie poczekalnia, tylko czas na konkretne łowy
Wiele moich koleżanek uważa, że emerytura to czas na robienie na drutach i oglądanie telenowel o cudzym życiu. Ja mówię im: „Dziewczyny, puknijcie się w czoło!”. To jest właśnie ten moment, kiedy w końcu nic nie muszę, a wszystko mogę. Nie mam zamiaru siedzieć w oknie i wypatrywać listonosza. Dlatego na emeryturze mam zamiar wyjść za przebojową ósemkę.
Szukam faceta, który ma w sobie tę iskrę, który nie sapie przy wiązaniu butów i któremu wciąż chce się skoczyć na dancing, a nie tylko do apteki po zniżkowe leki na ciśnienie. Chcę kogoś, kto już swoje w życiu zarobił, swoje przeżył i teraz, tak jak ja, chce po prostu wycisnąć z tej jesieni życia tyle soku, ile się da.
Ósemka na horyzoncie, czyli dlaczego szukam kogoś z wyższej półki
Dlaczego uparłam się na ósemkę? Bo to liczba sukcesu, stabilizacji i pewnej klasy. Ósemka to facet, który dba o siebie, ma porządne auto, nie żałuje na dobrą kolację i wciąż potrafi sypnąć komplementem, który nie brzmi jak wyjęty z kalendarza zdzieraka z lat osiemdziesiątych. Przebojowa ósemka to ktoś, kto zabierze mnie na wycieczkę objazdową po Włoszech, a nie na spacer wokół osiedlowego śmietnika.
Chcę sobie pożyć i nie być samotna, ale nie za wszelką cenę. Samotność w dwójkę z kimś, kto jest życiowym zerem, jest o wiele gorsza niż bycie singielką. Ja celuję wysoko, bo wiem, co mam do zaoferowania, a moje poczucie wartości nie przeszło na emeryturę razem z legitymacją pracowniczą.
Może i jestem stara, ale wciąż jara – ogień, który nie chce zgasnąć
Kiedy patrzę w lustro, nie widzę babci, która ma tylko pilnować wnuków i piec szarlotki. Widzę kobietę, która ma w sobie więcej ognia niż niejedna trzydziestka. Nie jestem jeszcze taka stara, jakby to sugerował mój PESEL. Wciąż lubię poczuć to mrowienie, kiedy widzę szałowego faceta w dobrze skrojonej marynarce. Ręce świerzbią mnie na widok tych wszystkich emerytów, którzy nie dali się stłamsić starości.
Tych, którzy pachną dobrymi perfumami, a nie naftaliną, i którzy w oczach mają ten sam łobuzerski błysk, co czterdzieści lat temu. Moje pragnienia nie wyparowały wraz z pierwszą zmarszczką. Wręcz przeciwnie – teraz, kiedy wiem już, czego nie chcę, moje pożądanie życia jest silniejsze i bardziej konkretne.
Koniec z „ratowaniem” kogokolwiek, czas na partnerstwo z klasą
Przez większość życia byłam ratownikiem. Ratowałam domowy budżet, ratowałam humory mężów, ratowałam sytuacje kryzysowe. Teraz ogłaszam oficjalne zamknięcie stacji ratunkowej. Jeśli spotkam kogoś, kto szuka niani albo sponsorki, to niech od razu zawraca na pięcie. Szukam partnera, ósemki, która będzie dla mnie równorzędnym graczem.
Chcę faceta, który nie będzie marudził, że go łupie w krzyżu, kiedy zaproponuję wypad nad morze o piątej rano. Chcę kogoś, kto doceni moją dojrzałość, mój humor i fakt, że wciąż potrafię założyć szpilki i wyglądać w nich jak milion dolarów (no, może przynajmniej jak solidne pół miliona). To jest czas na życie z klasą, bez oglądania każdej złotówki i bez niańczenia dorosłych chłopców.
Sanatoryjne podchody i kawiarniane romanse – pole bitwy o szczęście
Gdzie szukać tych przebojowych ósemek? Cóż, moje rozeznanie wskazuje na kawiarnie w centrum, dancingi dla seniorów z wyższej półki, a czasem nawet wyjazdy sanatoryjne, o ile człowiek dobrze przefiltruje towarzystwo. Nie daję się nabrać na tanie sztuczki. Obserwuję, jak taki delikwent traktuje kelnerkę, jak się wypowiada o byłej żonie (to kluczowe!) i czy potrafi się śmiać z samego siebie.
Moje doświadczenie z „numerem dwa” sprawiło, że mam radar na leni i łachudrów. Teraz szukam kogoś, kto przejdzie przez moje gęste sito i udowodni, że jesień życia wcale nie musi być szara. Chcę barw, smaków i zapachów, których wcześniej sobie odmawiałam.
Ostatnie okrążenie, które ma być tym najlepszym
Wiem, że czas nie działa na moją korzyść, ale to tylko dodaje mi animuszu. Każdy dzień jest na wagę złota, więc nie zamierzam go marnować na bylejakość. Chcę miłości, która nie jest desperacka, ale radosna. Chcę bliskości, która nie jest obowiązkiem, ale czystą przyjemnością. Może i jestem stara według urzędowych tabel, ale w środku wciąż jara mnie życie, jara mnie flirt i jara mnie myśl, że najlepsze wciąż może być przede mną.
Emerytura to mój bilet do wolności, a ja mam zamiar wykorzystać go do maksimum. Przebojowa ósemka już gdzieś tam jest, pewnie właśnie dopija kawę i zastanawia się, gdzie podziała się ta szałowa kobieta, z którą mógłby podbić świat. Cóż, niech się nie martwi – już nadchodzę, w pełnym rynsztunku i z uśmiechem, który mówi wszystko. To będzie szałowa jesień!