Większość przyszłych rodziców kompletowanie wyprawki łączy z niezwykle przyjemnym, choć nierzadko burzliwym procesem wyboru imienia dla mającego przyjść na świat potomka. Dla przeważającej części społeczeństwa decyzja ta nie wiąże się z żadnymi komplikacjami prawnymi ani administracyjnymi. Wybieramy spośród klasycznych, zakorzenionych w tradycji propozycji lub decydujemy się na warianty nowoczesne, lecz powszechnie akceptowane. Istnieją jednak na świecie systemy prawne, które kategorycznie zabraniają dorosłym pełnej samowoli w tej materii, wprowadzając rygorystyczne obostrzenia dotyczące oficjalnego nazewnictwa obywateli.
Wprowadzenie tego typu mechanizmów kontrolnych przez państwo ma swoje głębokie uzasadnienie humanitarne i społeczne. Noworodek w momencie przyjścia na świat jest całkowicie bezbronny i nie ma żadnego wpływu na to, jakie miano zostanie mu przypisane w oficjalnych dokumentach. Decyzja ta, podjęta nierzadko pod wpływem chwilowej mody, ekstrawagancji lub chęci zszokowania otoczenia, rzutuje na całe późniejsze życie młodego człowieka. Zabezpieczenia prawne chronią więc najmłodszych przed stygmatyzacją, potencjalnym nękaniem rówieśniczym oraz wyśmiewaniem, które mogłyby negatywnie wpłynąć na ich rozwój emocjonalny i start w dorosłość.
Urzędniczy opór w cieniu globalnego kryzysu: Historia brytyjskiego małżeństwa
Choć odrzucenie wniosku o rejestrację imienia wydaje się sytuacją marginalną, każdego roku urzędy stanu cywilnego na całym świecie odprawiają z kwitkiem rodziców, których wizje uznano za zbyt ekscentryczne lub wręcz szkodliwe. Do niebywałego starcia na linii obywatele–państwo doszło w Wielkiej Brytanii, gdzie pewna para musiała stoczyć prawdziwą batalię administracyjną, by wywalczyć prawo do nazwania swojego syna zgodnie z własnymi upodobaniami. Sprawa ta wywołała ogromne poruszenie w brytyjskich mediach, stając się pretekstem do debaty o granicach ingerencji urzędników w życie prywatne.
Głównymi bohaterami tego medialnego zamieszania stali się Dan oraz Mandy Sheldonowie. Narodziny ich syna zbiegły się w czasie z obostrzeniami wywołanymi globalną pandemią, co drastycznie wpłynęło na harmonogram załatwiania spraw urzędowych. Ze względu na zamknięte instytucje i ograniczenia w przemieszczaniu się, małżeństwo mogło udać się do odpowiedniego wydziału dopiero wtedy, gdy ich potomek skończył cztery miesiące. Kiedy restrykcje zostały ostatecznie zniesione, Sheldonowie z pełnym entuzjazmem ruszyli do urzędu w hrabstwie Derbyshire, nie spodziewając się, że rutynowa wizyta zmieni się w emocjonalny koszmar.
Kiedy etymologia zderza się z religijnym tabu: Spór o imię Lucyfer
Atmosfera w gabinecie stała się napięta w ułamku sekundy, gdy tylko urzędniczka usłyszała, jakie miano rodzice wybrali dla swojego dziecka. Na twarzy kobiety natychmiast odmalowało się głębokie zniesmaczenie oraz stanowcza dezaprobata. Przedstawicielka administracji publicznej nie gryzła się w język i w bardzo dosadny sposób zaczęła roztaczać przed rodzicami czarną wizję przyszłości ich syna. Przekonywała, że z takim dowodem osobistym chłopak nigdy nie znajdzie zatrudnienia, a system edukacji publicznej obróci się przeciwko niemu, gdyż nauczyciele będą podchodzić do niego z uprzedzeniem.

Kością niezgody okazało się imię Lucyfer. Dan Sheldon próbował załagodzić sytuację, odwołując się do argumentów naukowych i językowych. Tłumaczył kobiecie za biurkiem, że wraz z żoną są osobami całkowicie indyferentnymi religijnie, a sam wybór nie ma podłoża prowokacyjnego. Wskazywał na starożytne, greckie korzenie tego słowa, które w dosłownym tłumaczeniu oznacza „niosącego światło” lub „gwiazdę poranną”. Urzędniczka pozostawała jednak głucha na filologiczne wywody, widząc w tym wyborze wyłącznie bezpośrednie odwołanie do kulturowego personifikowania sił zła i szatana.
Kapitulacja administracji i oficjalne przeprosiny władz lokalnych
Po długich i wyczerpujących negocjacjach, podczas których małżeństwo nie zamierzało ustąpić ani na krok, opór biurokracji został przełamany. Urzędniczka, choć z ogromną niechęcią i widocznym żalem, sfinalizowała procedurę rejestracyjną, wpisując upragnione imię do oficjalnego aktu urodzenia. Dan Sheldon wspominał później w wywiadach, że kobieta zrobiła to dosłownie przez zaciśnięte zęby, dając im do zrozumienia, jak bardzo nie zgadza się z ich decyzją.
Dla rodziców cała ta sytuacja była szokiem, ponieważ od początku traktowali to imię jako wyjątkowo estetyczne, unikalne i melodyjne, nie zakładając, że wywoła ono tak gigantyczny skandal obyczajowy. W odpowiedzi na medialny szum, Rada Hrabstwa Derbyshire wydała oficjalne oświadczenie. Władze lokalne przeprosiły Sheldonów za dyskomfort i poczucie urazy, jednocześnie stając w obronie swojej pracownicy. Podkreślono, że obowiązkiem personelu urzędów stanu cywilnego jest doradzanie obywatelom i uświadamianie im kulturowych oraz historycznych konotacji niektórych słów, gdyż wielu ludzi podejmuje takie decyzje w sposób całkowicie nieświadomy.