w

Pracownik portu zamarł po tym, co zobaczył po wejściu do toalety! Był tam nieproszony gość…

W historii portowego miasta Port Elizabeth zdarzyło się coś niezwykłego, co poruszyło pracowników doków i stało się tematem gorących dyskusji wśród mieszkańców. Pewnego dnia, gdy jeden z pracowników zrobił krótką przerwę, by skorzystać z toalety, natknął się na coś, czego zupełnie się nie spodziewał.

Wewnątrz toalety, która zwykle kojarzy się z chwilą ulgi i spokoju, zamiast tego znalazł kłębek futra. Na pierwszy rzut oka wydawał się on nieruchomy, ale nagle rozległ się dźwięk warczenia, który wprawił pracownika w szok.

To niecodzienne wydarzenie miało miejsce na początku sierpnia, kiedy to pracownik doków postanowił skorzystać z toalety podczas przerwy w pracy. Jednakże, co zastał w środku, zaskoczyło go do tego stopnia, że na chwilę zamarł w bezruchu.

Po otwarciu drzwi do toalety, zauważył, że za sedesem skrywa się niezidentyfikowany zwierzak, a jedynym, co było widoczne, to futro. Nagle, z głębi toalety dobiegł dźwięk warczenia, co natychmiast zwróciło uwagę pracownika na to, co może się znajdować wewnątrz.

Okazało się, że było to karakal, dziki kot przypominający rysia, choć nie są oni blisko spokrewnieni. Te zwierzęta, osiągające rozmiary do 65 centymetrów długości i ważące nawet 20 kilogramów, występują w Azji, na Półwyspie Arabskim i w Afryce.

Sytuacja była wyjątkowo nietypowa, dlatego pracownik, w panice, zatrzasnął drzwi i natychmiast wezwał pomoc. Wspomnianą pomocą zajmował się Arnold Slabbert, specjalista od ratowania dzikich zwierząt, który został wezwany na miejsce.

Slabbert, choć przyzwyczajony do interwencji w przypadku dzikich zwierząt, nie spodziewał się, że spotka na swojej drodze właśnie karakala. „W porcie jest tyle ruchu, że wydaje się to ostatnim miejscem, gdzie można by się spodziewać takiego spotkania. To naprawdę niesamowite, że nikt wcześniej nie zauważył obecności tego zwierzęcia” – wyznał Slabbert dla The Dodo.

Prawdopodobnie karakal został wypłoszony przez ludzi i zbiegł się na teren portu, gdzie został znaleziony przez zaskoczonego pracownika. Po wielu wysiłkach udało się schwytać dzikiego kota i umieścić go w bezpiecznej klatce, a następnie wypuścić na wolność.

„Był bardzo zdenerwowany i zdezorientowany” – relacjonował Slabbert, opisując stan zwierzęcia po uwolnieniu. Ta niezwykła historia z pewnością na długo pozostanie w pamięci zarówno pracowników portu, jak i mieszkańców Port Elizabeth.

Źródła grafik: Pixabay, Imgur, Freepik